Ładuję...
photo
Wchodzę sobie wczoraj w nocy do łazienki, jak zwykle ppodczas pisania magisterki, radośnie i żwawo. Otwieram drzwi no i mina mi rzednie - na samym środku podłogi siedzi sobie gigantyczny karaluch (5 cm). Zaskoczył mnie skubaniec. Szybko obmyśliłam możliwe rozwiązania sytuacji i odrzuciwszy opcję ucieczki oraz przyduszenia go czymś ciężkim (robi wtedy takie chrup, które mi się później śni po nocach), postanowiłam go zagazować. Zagazowywałam go aż do momentu kiedy poczułam, że jeszcze dwa wdechy i sama padnę obok niego. Sezon karaluchowy uważam za rozpoczęty.
  1. photo D3X karalucha to tylko czymś ciężkim... i od razu zgarnąć i wyrzucić. skubane żywotne są jak cholera. po odcięciu "głowy" mogą żyć jeszcze przez dobry tydzień zdaje się... [odpowiedz]
  2.  
  • Promuj wpis: